Witajcie, kochani! Mam nadzieję, że Święta minęły Wam w przyjemnej atmosferze i teraz już zbieracie siły do sylwestrowego szaleństwa ;) Przychodzę do Was dzisiaj z prologiem do właściwej historii Allana. Jest krótki, więc myślę, że to wytchnienie po świątecznym opowiadaniu :p
Co do samej historii - nie wydaje mi się by była to jedna z tych lekkich Internetowych powieści, które sama kocham czytać. Wyszło to zupełnie nie planowanie, prawdę mówiąc. Myśląc nad nią sama nie do końca wiedziałam, jaki będzie jej ostateczny kształt i boję się, czy jej skądinąd złożoną fabułą, jak na tego typu powieść, nie strzeliłam sobie za bardzo w kolano. Chociaż sama nie wiem, zobaczymy.
Jeżeli czytacie, to proszę, zostawcie po sobie jakiś ślad, nawet kropkę w komentarzu :3
Enjoy!
***
-
William! – po eleganckim gabinecie rozszedł się niedowierzający okrzyk. Jasper
Devril wpatrywał się w jedno z ogłoszeń zamieszczonych w Czarnej Perle, gazecie przeznaczonej tylko dla inwestorów,
parających się nieco mniej legalnym biznesem. – William, do cholery, odklej się
od moich zasobów alkoholowych i ruszże się.
-
Już idę, idę! Coś ty taki w gorącej wodzie kąpany? – stęknął obiekt nawoływań
mężczyzny, zamykając barek. – Co się…- urwał w połowie zdania, widząc, co jego
kompan trzyma w dłoniach. - Jasper, miałeś z tym skończyć. Sam prosisz się o
kłopoty.
-
Gdybym cię posłuchał, teraz nie widziałbym tego – warknął podsuwając mu wybrane
ogłoszenie pod nos. – Ten potwór chce go zwyczajnie sprzedać, rozumiesz?
-
I zamieścił ogłoszenie w gazecie z najrzadszymi, najtrudniejszymi do zdobycia
artefaktami i dziełami sztuki? – parsknął Kostov. – Nie osłabiaj mnie,
przyjacielu.
- Will, przysięgam, że
zaraz będziesz szukał swojego nosa na drzwiach. Czy ty słyszysz, co ja w ogóle
do ciebie mówię? Człowiek, który uważa się za jego ojca; OJCA, Kostov!; Wystawił ogłoszenie z propozycją sprzedaży lub
wymiany, osoby, której szukam od dziesięciu cholernych lat.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz